Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


07.10.2017

wiersz, któremu kuleje puenta


dla MK

wczoraj już było, a jutro skrada się powoli,
czai pod progiem jak windykator należności.
w tej chwili mamy tylko dzisiaj - puentę,
z którą nie bardzo wiadomo co zrobić?

w końcu trzeba będzie płacić, nawet jeśli
teraz na klatce schodowej nikt nie czeka, 
bo tłum wydawców miota się zgodnie
w innych klatkach. to nie ma znaczenia

jeżeli wiemy kto dzwoni i w którym kościele
odmawiają sonet, vilanellę albo wszystko to,
co akurat inni chcą usłyszeć. słowem -
nie pierdol. pisz, bo brakuje suspensu.


02.10.2017

selfie



I do it so it feels like hell.
I do it so it feels real.

                               Sylvia Plath


moje nogi mierzą sto dziesięć centymetrów
i bez szpilek powodują zawrót głowy,
biust w rozmiarze siedemdziesiąt pięć de
mam wciąż sprężysty i twardy, szczególnie

pod dotykiem męskich dłoni. wolę je
od kobiecych, bo mam porównanie. w pornosach
byłabym tą, która najgłębiej bierze
i najgłośniej krzyczy. patrz, nie przestawaj.

kobiety, które chcą być mną nie wiedzą,
że co rano zmartwychwstaję, a mój tyłek
najlepiej prezentuje się w pozycji "od tyłu".
ja to wiem, czas, żeby świat się dowiedział.


01.10.2017

63. SZAFA JUŻ W SIECI.




POEZJA
Anna Dominiak, Joanna Fligiel, Rafał Gawin, Petr Halmay, Roma Jegor, Grzegorz Kielar, Marcin Królikowski, Małgorzata Maciaszek, Janusz Radwański

PROZA
Roman Bromboszcz, Karolina Kapusta, Katarzyna Kuroczka, Paweł Orzeł, Radosław Wiśniewski

FOTOGRAFIA-GRAFIKA-MALARSTWO
Kacper Bożek, Anna Gawlikowska, Anna Kozłowska-Łuc, Linda Lemaire, Andrzej Małyszko, Krystyna Szczepaniak, Betty Zola

sZAFa Presents
Mirek Antoniewicz - Gruboskórce i Nosorogi oraz Zielony Słoń
O sztuce - Mirek Antoniewicz
Rozmowa z Mistrzami - Janusz Tyrpak, Malarstwo

ESEJE-FELIETONY-RELACJE
Paweł Dąbrowski - Kilka minut przed północą
Magda Harmon - Kokony
Wioletta Leśków-Cyrulik - Z wyspy * Filozofia kubka z kawą
Mirosław Mrozek - Logika emocji w wirtualnym świecie * O mizantropie, który nie wiedział, że jest mizantropem * Przebłyski obłędu
Beata Zdziarska - O Janie z Kolna opowieść

RECENZJE
Paweł Dąbrowski – „Dar Meneli” przez Rybę zapisany. Robert Rybicki „Dar Meneli” * Osobność na wyspie. Małgorzata Południak „Pierwsze wspomnienie wielkiego głodu” * Wiersze z muzyką w głowie. Joanna Lech „Piosenki pikinierów” * Katalogowanie ujęć. Bartosz Suwiński „Wyraj” * Zimna gorąca książka. Marta Podgórnik „Zimna książka”
Magda Gałkowska - Czerwone usta, córka i reumatyzm. Katarzyna Zwolska-Płusa „Cud i Anomalia”
Alicja Łukasik - Robert Rybicki „Dar Meneli” * Katarzyna Kuroczka „Literatura światów planowanych” * Maciej Melecki „Gdzieniegdzie” * Kacper Rękawek „Człowiek z małą bombą. O terroryzmie i terrorystach” * Maciej Topolski „Na koniec idą” * Radosław Wiśniewski „Dzienniki Zenona Kałuży”
Leszek Jodliński - Dwie głowy. Poszukiwania tego, co polskie
Paulina Mikołajczyk - Birgül Oğuz „Ha!”
Jakub Sajkowski - W obronie powagi, w obronie humoru. O Kalenberku Janusza Radwańskiego.
Bartosz Suwiński - Natalia de Barbaro „Tkanka”
Mirosława Szott - Rafał Gawin „Zachód słońca w Kurwidołach”
Aleksandra Urbańczyk - Życie jest symfonią Mahlera. Mathias Énard „Busola” * Gdy świat wypada z utartych kolein. Alistair MacLeod „Utracony dar słonej krwi”

ROZMOWY W SZAFIE
Małgorzata Południak z Tadeuszem Baranowskim, część IV

WYWIAD
Aleksandra Urbańczyk z Małgorzatą Południak


http://szafa.kwartalnik.eu/


ZAPRASZAMY!


17.09.2017

trzy wiersze na jesień


Moje serce - FRANK O'HARA

Nie będę płakał na okrągło
ani się na okrągło śmiał,
nie lubię bardziej jednego "tonu" od drugiego.
Chciałabym mieć bezpośredniość kiepskiego filmu,
nie tylko niekasowego gniota,lecz również
zapowaiadanego z pompą supergiganta.Chcę być
przynajmniej tak żywy jak ten brud. A jeśli
jakiś miłośnik mojego bałaganu powie "To wcale
nie przypomina Franka!",tym lepiej!Czy
noszę tylko ubrania szare i brązowe?
Nie.Do opery wkładam robocze koszule,
często.Chcę chodzić na bosaka,
chcę być ogolony,a moje serce-
nie można polegać na sercu,ale
ta jego lepsza część, moja poezja, jest otwarta.

Przełożył Piotr Sommer



Sen - SEAMUS HEANEY

Sierpakiem
O ciężkiej, ręcznie kutej głowni
Ścinałem badyl
Gruby jak słup telegraficzny.
Miałem podwinięte rękawy
I powietrze owiało chłodem moje ramiona
Gdy wziąłem zamach i zatopiłem ostrze,
A potem mozoliłem się, by je wyciągnąć.


Następny cios
Ujawnił pod sierpem ludzką głowę.
Zanim się obudziłem
Usłyszałem stal zatrzymującą się

W kości czoła



Człowiek z tatuażem - CRAIG RAINE

Ktoś, być może Bóg, nagryzmolił mu
loczek za loczkiem na piersi i ramionach -

lecz rysunki są tam, pod spodem.
Siedzi w szelkach na ławce,

reklamując kotwice, mewy,
i posiniaczone imiona miłości...

Jest walizką z egzotycznymi nalepkami,
cenne, zwyczajne przedmioty chowa w środku.

Dziewczęta ściskały go namiętnie, jak gdyby
był ich jedyną własnością.

Teraz wygląda jak bagaż, który zgubił właściciela.
Czytam jego zatłoczone ramiona

i myślę o wytatuowanych nagrobkach -
listach miłosnych pogubionych wśród wysokich traw.

Przełożył Jerzy Jarniewicz


15.09.2017

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 57

czyli: I will never be clean again

Wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą, że muzyka w moim życiu jest równie ważna jak poezja, a gdybym miała wybierać, która ważniejsza, to byłoby to taki wybór mniej więcej jak między dżumą, a cholerą. Wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą również, jak wielką jestem fanką The Cure, wielką, ale nie bezkrytyczną, trochę zapatrzoną, a trochę nie, ale nie ukrywam, że mieli największy wpływ na mnie i przy okazji na moje pisanie.
Wychowana na rockowych dźwiękach, z ojcem będącym fanem m.in. King Crimson w pewnym momencie poczułam, że muszę znaleźć coś "swojego". Najpierw był punkrock, bunt i no future, znałam rzecz jasna "Lovesong" i "Lullaby" bo trudno było nie znać, ale olśnienie przyszło, kiedy miałam piętnaście lat i usłyszałam "Plainsong". Przepadłam z kretesem, wiedziałam, że to jest dokładnie to, czego szukałam w muzyce. Zaczęłam odkopywać poprzednie płyty The Cure i tak dotarłam do tych, które na własny użytek nazywam "tryptykiem wszechczasów" czyli "Seventeen seconds", "Faith" i "Pornography". Gdybym była wierząca, powiedziałabym, że The Cure skradli mi duszę, ale dziś powiem, że na pewno skradli spory kawał mojego serca i przy okazji życia.
Nawet nie wiem kiedy stało się tak, że muzyka Cure towarzyszyła mi w najważniejszych momentach właściwie każde ważne wydarzenie kojarzy mi się z jakimś ich kawałkiem. Moja córka jako niemowlak zasypiała przy The Cure, W naszym domu zawsze jakaś ich płyta była w odtwarzaczu, zresztą nie tylko słuchaliśmy, ale graliśmy ich utwory. W ten sposób zaraziłam Robertem i bandą nawet własne dziecię, które - gdy w zeszłym roku jechało pierwszy raz na ich koncert do Łodzi - napisało na Facebooku "jadę w końcu zobaczyć ojca".
Na żywo pierwszy raz usłyszałam The Cure w 2000 roku na koncercie w Łodzi, dobrze, że coś w ogóle pamiętam, ponieważ połowę koncertu przeryczałam z wrażenia, na szczęście nie byłam w tym odosobniona  :)
Potem popieprzyło mi się w życiu, stałam się inną osobą, odeszłam od ich muzyki, m.in. dlatego, że za bardzo przypominała mi kim byłam i jak się to dla mnie skończyło.
Wspomniałam, że fanką bezkrytyczną nie byłam i kiedy w 1992 roku wydali płytę "Wish", po pierwszym przesłuchaniu z wściekłością cisnęłam ją do kosza i uznałam, że tej płyty nie nagrali. Dzisiaj, pierwszy raz od tamtego czasu słucham "Wish".
 Od niedawna  znowu zaczęłam słuchać The Cure, bo teraz wszystko się zmieniło, wracam do tamtej "mnie", emocjonalnej, nie ukrywającej się za murem, żyjącej i czującej, więc siłą rzeczy wraca i muzyka.
Gdybyście chcieli poznać The Cure, poznać nie tylko "Lovesong", "Lullaby", "Friday I'm in love" czy "Just like heaven", to włączcie album "Desintegration" i nie oczekujcie niczego, niczego się nie spodziewajcie, po prostu dajcie się ponieść.



a to ja w wieku siedemnastu lat :)
fot. Piotr Gałkowski


13.09.2017

JULIAN TUWIM


Jeżeli

A jeżeli nic? A jeżeli nie?
Trułem ja się myślą złudną,
Tobą jasną, tobą cudną,
I zatruty śnię:
A jeżeli nie?
No to ... trudno.

A jeżeli coś? A jeżeli tak?
Rozgołębią mi się zorze,
Ogniem cały świat zagorze
Jak czerwony mak,
Bo jeżeli tak,
No to... — Boże!!!



11.09.2017

ikar 2017



jest coraz lepiej, a czasem całkiem
dobrze. tylko w chwilach, gdy wciśnięta
między pagórki, w niekoszonej trawie
pali jointa na tyłach lotniska - widzi,

jak odrywa się od zaschniętej ziemi.
rozkłada skrzydła, wciąż jeszcze słabe
i lepkie po nocy, jak trudno pozbyć się
strachu i wzbić. więc krąży ostrożnie,

obserwuje go gdy rozpala, przyprawia
mięso, rzuca na ruszt, a gdy odchodzi -
ono kurczy się i czernieje. wtedy jest
tym skwierczącym kawałkiem, powoli

oddziela się od kości i już nie czuje
oporu powietrza. dryfuje, gdy on wsuwa
dłoń między uda innej kobiety, a gdy opada
- już wie gdzie i do kogo należy.


10.09.2017

alamo



I'm coming to find you if it takes me all night
                                                              The Cure

poddała się już dawno. po kilku zlamanych
paznokciach, wyrwanych włosach na szczotce,
zsiniałych kostkach dłoni i trupach talerzy
ją poznacie. nie wiedziała, że wystarczy

nie chcieć, by powstać i że niewielki wyłom
w murze pomoże dostrzec światło. przypomnieć,
że istnieje powietrze i można nabrać
i wypuścić. od niedawna starannie

rozprowadza podkład, tuszuje rzęsy i wady.
ma jeszcze usta, chłodny odcień różu, bliznę
nad prawym okiem. kiedy patrzy w lustro
widzi tę, która walczy o niepodległość.


04.09.2017

John Ashbery 1927 - 2017


Wczoraj zmarł John Ashbery. Zawsze był dla mnie "trudnym" poetą, przez Jego wiersze musiałam się przedzierać/przeprawiać/przekopywać. Zaczęłam Go czytać kilka lat temu, kiedy dorosłam trochę bardziej do tej poezji. A od przedwczoraj czytam świetną książkę Pawła Marcinkiewicza pt.: " Oni przybyli, żeby wysadzić Amerykę". Poniżej mój ulubiony z Jego wierszy. RIP.



Na północnej farmie 

Gdzieś ktoś podróżuje z furią w twoją stronę,
Z niewiarygodną prędkością, dniami
i nocami,
Przez zamieć, skwar pustyni, potoki, ciasne
przełęcze.
Ale czy będzie wiedział, gdzie ma ciebie
szukać,
Czy cię rozpozna, kiedy cię zobaczy,
Da ci tę rzecz, którą ma dla ciebie?

Prawie nic nie rośnie w tych stronach,
Jednak spichlerze pękają od ziarna,
Ziarna w workach spiętrzonych pod strop.
Strumienie nabiegają słodyczą, sadłem ryb;
Ptaki zaciemniają niebo. Czy to wystarczy,
Że miska z mlekiem stoi w nocy na ganku,
Że czasem o nim myślimy, czasem
I zawsze, w rozterce?

Z tomu „A Wave”, 1984 przekład Andrzej Sosnowski.\


02.09.2017

koniec sierpnia w mieście


R

kiedy naga pod męską koszulą
skręca papierosa, wciąż nie wie,
co porusza jej palcami i dlaczego
drżą? siada naprzeciwko, pozwalając

widzieć więcej, niż kiedykolwiek
sama mogłaby dostrzec. bezwiednie 
rozchyla uda i odczuwa wszystko,
zawrót głowy kiedy się zaciąga.


29.08.2017

calvados



Even if I try to win the fight
My heart will overrule my mind

                                        Apocalyptica

dziś już wie, że po czasie wszystko smakuje
inaczej: usta, pot na skórze, słowa i każdy
ruch. decyzja jak uderzyć, by wygrać?
gdy wyczerpała dostępne warianty obrony,

został tylko atak i świadomość, że to, co ma
początek, nieuchronnie zmierza do końca,
więc dziś już wie, że w tej wojnie
idzie po wszystko i nie bierze jeńców.


18.08.2017

konwekcja



gdy wszyscy wokół brzmią nijak
twój głos wciąż spijam

                                 Taco Hemingway

wciąż pamięta zbyt wiele, choć starannie
wybiera co zapomnieć i czeka na nowe.
ono przychodzi powoli, bez dotyku, rozgrzane
unosi coraz wyżej. jeszcze kilka dni

i różnica potencjałów wygnie w łuk, przebije
powietrze.im niżej tym mniejsza odległość.
między ustami a kieliszkiem, szkłem a palcami.
palcami a ciałem. ciałem a butelką Calvadosu.

wciąż zbyt mało zapomina, trochę obca
przygląda się wędrówkom w górę i w dół.
gdy plączą się nazwy własne pozostaje
Betel - nadzieja, że nie musi rozumieć.

07.08.2017

biały szum


jeżeli w ogóle śni - to pikselowy obraz,
postaci z papieru splecione w ostrożnym
uścisku. trwają bez ruchu, bo większy jest
strach, by nie zadrzeć, nie rozerwać

do ostatniego skrawka. nagłe przebudzenia,
gdy bezwiednie sięga po siebie i wtedy drży
tylko dłoń. reszta czeka na dźwięk, palce
na strunach, delikatne szarpnięcia, gdy oddech

najpierw przyspieszony uspokaja się powoli i brnie
przez powietrze jak przez zatłoczoną ulicę. jeżeli
w ogóle śni - to przestrzeń pomiędzy, pikselowy
obraz, z jawy na jawę coraz wyraźniejszy.



06.08.2017

trzy wiersze na sierpień


Za plecami - MAŁGORZATA POŁUDNIAK

Mnóstwo miejsc. Stracone w pamięci
albo pozostawione na później. Wiszą bezwładnie.
Topią się w strachu, kałużach, których unikamy.
Byle nie wpaść, nie zdrętwieć.

Z czym kojarzysz słodkie powietrze?
Z wiosenną intuicją. Ugnieciona odmawianiem,
staje się lżejsza, zanika. Cykliczny spektakl.
Ptaki. Zwierzęta mokre do skóry.
Śpiew ryb w odległym trzcinowisku.

Grasz dziecięcą piosenkę i zastanawiamy się, od czego
zaczniemy nowy dzień. Wychodzisz przed dom,
czekasz, aż ktoś się zmieni, wypadnie ze skraju lasu.

Dlatego nie zapisuję niczego złego.
Odrobinę śmieszności i ciasta z morwami.
Własnie tak żyjemy.

z tomu "Pierwsze wspomnienie wielkiego głodu"  Wydawnictwo FORMA Szczecin 2017



V - BARBARA PIÓRKOWSKA

Panna pusta w środku. Wygląda przez okno.
Siada na parapecie między gołębiami, rozkłada palce
W dali układy rozkwitania, lecz wiersze mizerne, pusta
Jak poniedziałek bez zabawy w sobie, patrzy.

I jest możliwe, ze dogoni coś. Że skoczy tym wzrokiem
Jak żbik na kuropatwę, wbije się w krawężnik szponami oczu
Że złapie przechodnia pstrąga i pójdzie z nim aż do rogu
Gdzie wzrok nie sięga, ale dochodzi swobodnie żal.

Z pochmurnym czołem takie dziewczęta opowiadają
Niepogodę. Robiąc na obiad kaszę i inne potrawy, których
w menu historii nie ma pod napisem cudzym
swobodnie dosala i dopieprza ów gryczany smutek.

I nie opuszcza jej aż do śmierci to wołanie o ruch.
W ciemne poranki schodzi w kaszę pająk i po zapachu
Chleba rozpoznaje aktualne mapy i czasem
Daje jej ruszyć ręką,ale przeważnie tylko straszy.


z tomu "Syberia" Oficyna Wydawnicza Tysiąclecia Gdańsk 2016



Interior - KARINA STEMPEL

Moje ciało ma własne życie, obok mnie
czai się długim cieniem
oplata myśli strużkami krwi
nie pozwala im płynąć w górę, trzyma
pieczę nad tym, co we mnie
zamyka usta, nie zostawia miejsca
na oddech
Ja mam na imię Jonasz
piszę w brzuchu ryby

z tomu "Rok drewnianego konia" Wydawnictwo AMALTEA Wrocław 2015



lady in fire


czasem jara się jak świeżo odpalony joint,
idzie jak w dym, z rąk do rąk, próbowana,
podawana dalej. ta kolejka się nie kończy,
bo zawsze jest ktoś, kto czeka, by nabrać

w płuca i odliczyć, aż zasili krwiobieg,
uderzy, sponiewiera - nazwij to jak chcesz,
byle zapomnieć, nie wiedzieć skąd spada
światło i dlaczego nagle objawia się bóg

i mówi językiem, którego nie zna, a który
rozumie? wciąż sprawdza ile jeszcze może
unieść w sobie. rozpalić, wypalić, wypełnić
po brzegi, a tak naprawdę - po nic.



01.08.2017

kismet



a jeśli w mózg mój rzucisz swe płomienie
ja cię na krwi swojej będę niósł

                                              R. M. Rilke

dawniej wierzyła w rozkład i interpretację:
rycerz pucharów, as monet, wieża - bez różnicy
ryb czy Eiffla, bo gdy wszystko ma znaczenie
nic tak naprawdę nie znaczy. piętnastolatka

o skórze jak jedwab, dwudziestoletnia matka
z rozstępami na udach, po trzydziestce cellulit,
żylaki i żal, że nagle i zbyt szybko rozchodzi się
po kościach, po zamkniętym ciele i można już tylko

pytać retorycznie albo czekać na wstrząs, objawienie,
po którym wie, że wszystko albo nic, że brak czasu
na zastanowienie, że jeśli nie teraz - to nigdy,
więc idzie jak w dym, jak w noc, jak opętana.



28.07.2017

puzzle


Bycie nowym jest cechą świata, który stał się obrazem

                                                         Martin Heidegger


do niedawna miała kanty, dziś patrzy,
jak ostre niegdyś krawędzie łagodnieją,
lecz nie ścierają się do końca, to ważne,
liczy się bardziej niż ona i ktokolwiek

inny, bo raz rozpoczęte - będzie działać
siłą rozpędu, dopóki ciało nie odnajdzie
ciała. nie zajdą na siebie, nie stworzą
obrazu, w którym czas i śmierć znaczą

to samo. żaden new age, absolut na cztery
ręce lub odmienne stany świadomości
nie wyjaśnią niczego, bo w niczym szuka
słów. wciąż wierzy, że je znajdzie.


21.07.2017

matka smoków


Dorocie

kiedyś bała się pająków, a dziś spokojnie
obserwuje jednego z nich, na łączeniu
ściany i sufitu. mógł się wprowadzić
gdziekolwiek, ale wybrał to miejsce

i snuje swoją historię, czyha nieświadomy,
że ilekroć rozciągała sieci - nikt nie wpadał.
omijane rwały się same i rwały ją
na niezauważalne skrawki. mikroubytki

w sercu, delikatna arytmia, gdy migocą
przedsionki i niepotrzebny lęk. czeka
na światło, w nim wszystko staje się
na nowo. znów może być niezwyciężoną

matką smoków, bo czy cienkie, drżące nogi
mogą się równać z szumem skrzydeł? siać
wiatr, a potem zbierać burzę, patrzeć
jak wszystkie nitki ulatują w przestrzeń.



18.07.2017

bestia i powódź



And I'm only here 
To bring you free love 

                           Depeche Mode

od niedawna śni, a potem wizualizuje,
bo to takie modne, takie na czasie,
a na nim polega i wyświetla zaległe
iluzje na przeciwległej ścianie,

boku szafy, na czym się da i może
tak bez końca, we wszystkich pozycjach,
w stereo i bez fonii. wreszcie jest
i ma to ciało, z którym nie wie co

począć. gdzie przebiega granica i jak
odróżnić w tym siebie? wychodzi, łamie
i wraca w to samo miejsce, bo zawsze tu
była. czekała nucąc try walking in my shoes.




17.07.2017

trzy wiersze na lipiec


TOMASZ PUŁKA (1988-2012)

Lethal Weapon 

To będzie to modne. Ty se lepiej wyobraź,
jak to po to iść, jak to później poprawiać.
Nic z tego nie wynika, a jeszcze się kręci
po kuchni i próbuje obrać cebulę. Jak to,
co oddziela białość na czarności, w którą
właśnie stuka, podpierając wodę łykiem.
Łyko znajduje się w roślinie. Błędy umacniają
wartość aforyzmu. Nigdy by nikogo na serio nie
skrzywdził. Nie potrzebuje sposobności by 
uśmierzyć byt. Drałuje podpatrując konia.


Hipertłustość

   pamięci Anny German

Zmiennik instrumentu wyłapał procę
w locie i podrzucił ja ponownie by
upadła na trawę. Dzieci turlają się
jak wałeczki żelek - mimowolnie następuje
dziura wodująca kryptonim:
wiezie wzwód murzynki pod nocnikiem
rozpostarty zimnością rodu. Rynną
narkotyku. Nie warto w to wierzyć,
powtarzają woźne. Kto słuchał woźnych,
co wiozą snopki przypraw uprzednio
wybrawszy sobie lafiryndę? Nie chcę
stracić ani słowa, ani okruszynki


Queen

"Dojrzeć swobodnie" - to niepodobna,
wewnętrzna sprzeczność ze stanem 
rzeczy (przy pierzu babki tłomaczą
dziewczynom, że "nie nasz czas"
wypełnia tkaninę). Kaleczysz, chłopczyku.
Kogo "świat wyklucza", ten kluczy
po poznaniu jak po księdze zgonów.



z tomu "Cennik" WBPiCAK Poznań 2012


16.07.2017

Julia Hartwig 1921 - 2017


Pierwszy stopień szaleństwa

Rzucić to wszystko, schłopieć, 
otoczyć się lasem, czerpać wodę z jeziora, 
odejść od tysiąca zużytych słów, 
przez które sens wylatuje jak przez dziurawe rzeszoto, 
wyszukać miejsce dziewicze o urzekających porankach, 
zamknąć się w białej celi, odnaleźć siebie 
albo zgubić siebie skazując się być może 
na godziny obezwładniającej klasztornej acedii. 
Tożsamość? Kpij sobie z tego. 
Patrząc wstecz, wspominając swoje przeświadczenia i przypadki, 
powiedz sam - jak tu można mówić o tożsamości. 


14.07.2017

take on me


A pure feeling
I'm scared to control it

                          Florence And The Machine


w lustrze wciąż jeszcze nie dostrzega
siebie. ta postać tylko wiernie odtwarza
jej ruchy, ma identyczny wyraz twarzy
i patrzy tak, jakby istniała jakaś dal,

nieodkryte przejście w kolejny matrix.
odbicie mężczyzny za plecami, dłonie,
które pokazują drogę trzymają mocno
i już nie ma szans zabłądzić. wzbić się

w ołówkowe niebo jak starannie złożony
papierowy samolot - dzieło nie do końca
pewnych rąk - i krążyć i zależeć jedynie
od równie niepewnych prognoz. na przyszłość

pamięta, że można wzburzyć każdą, pozornie
nieruchomą powierzchnię, być pierwszą,
która rzuci kamień, podniesie nad poziom
morza, a potem spokojnie wypije falę.



nowy INTER






POEZJA

Magdalena Gałkowska – Friedhof der Namenlosen
Marcin Ostrychacz – 2 wiersze
Marcin Pierzchliński – 3 wiersze


KSIĄŻKI Z ANTYKWARIATU

Rafał Różewicz – Taka lepsza wersja „Na Zachodzie bez zmian” (Józef Wittlin, „Sól ziemi”)


PROZA

Malina Barcikowska – Mima [fragmenty]


ROZMOWA

Poezja i festiwale. Z Grzegorzem Giedrysem rozmawia Anna Dwojnych


PRZEKŁADY

April Ossmann – 4 wiersze


KRYTYKA


Rafał Różewicz – Daniel Madej made my day (O „Małej epoce”)
Klaudia Muca – Wyzwanie ciała. „Costello. Przebudzenie” Liliany Hermetz
Anna Maślanka – Praga, pornografia i literackie gry. O „Młynie do mumii” Petra Stančíka
Aleksandra Szwagrzyk-Dalasińska – Dzieci w Polskę. Tomasz Stochmal, „Mataszkowie i mazurska przygoda”


SZTUKA

Patrycja Wachlik – Spacjalizm po polsku
Magda Górska, Olga Grybowicz – Sztuka – kolekcjoner – odbiorca. O wystawie „Tu jesteśmy. Wybrane prace polskiej sztuki po 1945 roku z kolekcji Krzysztofa Musiała”


STREFA DEBIUTU

Anita Katarzyna Wiśniewska – wiersz
Katarzyna Ślączka – wiersz


PRZEGLĄD LITERACKI KAROLA MALISZEWSKIEGO
Sami faceci


https://pismointer.wordpress.com/aktualny-numer/


10.07.2017

źródło


Kiedy spoglądasz w otchłań 
ona również patrzy na ciebie.

                                     Nietzsche


mógł przejść przez nią na wylot,
krótkim cięciem, jakby torował
drogę w gąszczu. zostawić fragment
ostrza, niech uwiera pod skórą

jak kawałek żwiru, owad wczepiony
w ciało. niech nie daje zapomnieć
słodkiego odurzenia po bezsennych
nocach gdy oddzielona od siebie,

cieniolubna, jest równikowym lasem
pełnym nagich pni. wilgotnym mchem
w najniższych partiach, lecz szumi,
wciąż szumi bez końca. bez końca.


06.07.2017

erzac



nikt nie pisał dla niej o miłości. utknęła
pomiędzy lateksem i kajdankami - banalna
gra w wypędzanie demonów, w kto szybciej
i celniej trafi we właściwe miejsce. ból

jak sine qua non, kram z zabawkami. ponury
sztukmistrz, co znika nad ranem, nie budząc
żadnych uczuć. nie komplikujmy tego, co jest
proste? o czym nie można mówić, o tym trzeba

milczeć. za wszelką cenę zatrzeć, zetrzeć,
poprzecinać sznurki i zakopać w niepoświęconej
ziemi. czasem to nie wystarcza, więc wypluwa
lawę, połamane wersy lub ckliwe piosenki.

nikt nie pisał dla niej o miłości i nikt,
poza nim, nie domyślił się, że może.


02.07.2017

Der Blaue Engel



"Przez całą noc trzymałem cię za rękę,
jak gdybyś czwarty raz z rzędu
zobaczyła przed sobą królestwo obłędu —
jego mordercze oczy i banalne słowa —"

                                                Robert Lowell


kiedyś chciała być femme fatale,
zniszczyć dla samego aktu, faktu,
nie wylewać łez, za kołnierz, swoją
i jego wolność. kłamliwe słowo,

bo jest tylko uzależnienie, w chwilach
kiedy kocha się sama ze sobą, rozumie
to aż za dobrze. nie przekona jej
żadna madonna z dzieckiem na ręku,

powtarzająca litanię do najświętszego
ciała. wolność - namiętny taniec
w strugach, na ostrzu. kiedyś chciała
brać, dzisiaj wystarczy, że czuje.

fot. Rafał Babczyński


















30.06.2017

beneficjentki niczego


I do not fear anything that's not me
Ignorance is the ultimate key

                              Mind.In.A.Box - Change


zobaczył światło, więc przyszedł,
dopóki jeszcze mają ciała warte
pokonania kilku schodów,  wierzą
w new age i wiersze o bólu. dopóki

biorą wszystko za dobry obol i leżą
czekając na obiecanki - macanki. zanim
wkurw je obejmie jak czuły kochanek,
przejrzą poranną prasę i dostrzegą

zero podmiotów - same orzeczenia.
nie myśl, a jeśli musisz, to
się z tym nie zdradzaj. nie mów,
a jeśli musisz, to byle nie głośno.

nie pisz, a jeśli musisz, to byle
nie lepiej. kup bieliznę i bilet,
nie zdradzaj numeru, bo gdy zobaczy
światło - zawsze przyjdzie.

62. sZAFa już w sieci



POEZJA

Ewa Brzoza-Birk, Roman Bromboszcz, Błażej Jacek Klajza,
Karol Maliszewski, Anna Musiał, Katarzyna Ślączka,
Mirka Szychowiak, Aleksander Wierny

PROZA

Wioletta Leśków-Cyrulik, Karol Maliszewski, Mirka Szychowiak,
Sabina Waszut


FOTOGRAFIA-GRAFIKA-MALARSTWO

Ula Dzwonik, Kurt Eichhorn, Alexander Ermolaev, Fotini Hamidieli,
Nikolaus Hirschmann, Ewa Kantorczyk, Krzysztof Ogonowski
 sZAFa Presents

Izabela Drzewiecka-Antolak - Wiersze
René Pascal - Biel w Mediolanie
Tadeusz Wroński - Wspomina Maria Dziedziniewicz z Galerii M we Wrocławiu

ESEJE-FELIETONY-RELACJE

Mirek Antoniewicz - Pakal Wielki w Galerii Sztuki Brzeskiego Centrum Kultury Andrzej Walkusz Kolor w grafice
Paweł Dąbrowski - Zapiski Portowe (XV Port Poetycki w Chorzowie)
Ewa Frączek - Zdrowie psychiczne jako dramat racjonalisty, czyli między doktorem Freudem a doktorem Franklem różnicy brak
Magda Harmon - Prawa Półkula
Leszek Jodliński - Białe żagle nad Tel Awiwem * (No) Better Place
Wioletta Leśków-Cyrulik - Nieistnienie
Błażej Szymankiewicz - Unieśmiertelniona. Esej o pewnej fotografii
z czasów hiszpańskiej wojny domowej

TEATR-FILM

Agata Jabłonowska-Turkiewicz - Urodziny. Kameralna sztuka w trzech aktach

RECENZJE

Paweł Dąbrowski - Węzły znaczeń. Szymon Słomczyński Latakia * Po starym świecie. Andrzej Sosnowski Trawers * Noc i sen. Marta Zelwan Graffiti * Nie/urok małego miasteczka. Zbigniew Wojciechowicz Dulszczynea * Wiersze z Krakowa. Ewa Sonnenberg. Wiersze dla jednego człowieka * Zabawy słowne długopisem. Miłosz Waligórski Długopis
Ewa Frączek - Remigiusza Mroza wykładania o tym, że w `39 Niemcy napadli na Polskę, czyli raz na kilka lat człowiek może być złośliwy
Magda Gałkowska - Kara za jątrzącą się pierdołowatość – Paulina Korzeniewska Pogodna biel dobrego samopoczucia
Alicja Łukasik - Marcin Orliński Środki doraźne * Paweł Nowakowski Między innymi * Natasza Goerke Tam
Paulina Mikołajczyk - Dorota Masłowska Jak przejąć kontrolę nad światem
Jakub Sajkowski - Zasnąć i obudzić się to też podróż w czasie. Daniel Madej Mała Epoka
Mirosława Szott - Soczewka skupiająca światło. Justyna Koronkiewicz Szamanka
Aleksandra Urbańczyk - NA FALACH MYŚLI, WŚRÓD MORSKICH FAL – Księga Morza, czyli jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze roku – Morten A. Strøksnes * W duchu Czechowa – nowy zbiór opowiadań Elżbiety Isakiewicz Niewyśnione historie * Wakacje nad Adriatykiem Zofii Posmysz – ponownie dostrzeżone arcydzieło literatury polskiej
Małgorzta Zakrzewska - Szepty kamieni. Berenika Lenard & Piotr Mikołajczak Szepty kamieni. Historie z opuszczonej Islandii

Więcej tutaj: http://szafa.kwartalnik.eu/

ZAPRASZAMY

DZIENNIK JAWNOGRZENICY 56


czyli: prawda jest jak dupa, każdy ma swoją.

Jako, że toczy się dyskusja wokół, opublikowanego w KryPie tekstu Mai Staśko, dotyczącego najnowszego tomu wierszy Marcina Świetlickiego, to pozwolę sobie dorzucić swój kamyczek do ogródka.
Szanuję Maję za zapał i walkę ze stereotypami, za ważne słowa w obronie piszących kobiet i generalnie zgadzam się z tym, co Maja pisze. Tym razem jednak odnoszę wrażenie, że ciut odjechała nie w tę stronę, co trzeba, bo można poezję Świetlickiego lubić albo nie lubić, ale trudno zaprzeczyć temu, że to jeden z ważniejszych współczesnych poetów i czy się to komuś podoba, czy nie - taki jest fakt, a z faktami się nie dyskutuje. Gdyby artykuł Mai dotyczył tylko i wyłącznie wierszy z "Drobnej zmiany", to jeszcze można byłoby to jakoś przełknąć, ale poleciała kobieta z kontekstowym rozmachem i w pewnym momencie lektury zastanawiałam się o czym właściwie jest ten tekst?
Świetlicki dla mnie - i jak podejrzewam sporej części mojego pokolenia - był głosem pokolenia właśnie, naczelnym buntownikiem i kontestatorem rzeczywistości i takim wolałabym go zapamiętać. Niestety odnoszę wrażenie, że u faceta "pod sześćdziesiątkę" poza buntownika jest już groteskowa i po prostu niewiarygodna i trudno nie mieć podejrzeń, że w tej chwili to zwykły lans. O ile jestem w stanie zrozumieć protest przeciwko nominacji do Nike, o tyle już nie rozumiem protestu Świetlickiego w sprawie umieszczania jego wierszy w podręcznikach szkolnych, co odebrałam jako gest dla samego gestu, ponieważ można, owszem obrazić się na władzę, ale jeśli trwa się w pozie wiecznego buntownika, to najlepszym rodzajem buntu byłoby zapełnienie szkolnych podręczników swoimi wierszami tak, żeby młodzież nie była skazana jedynie na Wencla i Polkowskiego. Po prostu nie warto olewać przyszłych czytelników, to się na dłuższą metę, żadną miarą po prostu nie opłaca.
Kiedy napisałam to w komentarzu na FB, jeden z kolegów po piórze wytknął mi, że wypominanie wieku Świetlickiemu jest "nieeleganckie", mam tylko nadzieję, że gdy poetki po czterdziestce określa się mianem " nawiedzonych starych bab z syndromem niedopchnięcia i wścieklizną macicy" tylko dlatego, że ośmielają się podważać zasadność obecnej sytuacji we współczesnej poezji, kolega tak samo protestuje. Naprawdę chcę w to wierzyć :)
Wracając do tekstu Mai, bardzo mnie razi zaprezentowany tam sposób naginania argumentów tylko po to, by udowodnić swoją tezę. Ok, nie przeczę, że być może  ma Świetlicki na koncie jakieś seksistowskie wybryki słowne, osobiście nigdy nie słyszałam, ale ok, mogło się zdarzyć i to należy "wytknąć", natomiast też nie popadajmy ze skrajności w skrajność, nie każda uwaga na temat kiecki poetki, czy krytyczki jest przejawem seksizmu, za chwilę panowie będą się obawiali, czy prawiąc komplementy nie dopuszczają się molestowania seksualnego :)  Uważałabym jednak z analizą wierszy w kontekście doszukiwania się w nich "dowodów" na z góry założoną tezę o seksizmie i mizoginii. W ten sposób, obu tych postaw można się doszukać praktycznie u każdego poety, a w naszej walce o parytety nie chodzi przecież o to, by oskarżać wszystkich jak leci tylko dlatego, że są płci męskiej.
Rozumiem też u Mai potrzebę "obalania pomników", ostatecznie to zupełnie normalne, że właśnie młodzi ludzie się buntują, bo kto niby ma to robić? Warto się tylko trochę zastanowić, czy ten bunt nie posuwa się za daleko, czyli - jak ktoś słusznie zauważył - w stronę pomówień, rzucania oskarżeń jednak nie do końca popartych dowodami.
Trochę się obawiam, że tego typu artykuły wyrządzą autorce więcej krzywdy, niż pożytku, bo nadmierne zacietrzewienie spowoduje, że to, co później napisze, nie będzie traktowane poważnie i jeszcze nie dajcie bogowie zostanie zaszufladkowana jako naczelna krzykaczka, co moim zdaniem byłoby bardzo niesprawiedliwe, ale wylewanie wiadra pomyj na Maję za to, co napisała, uważam za NIEELEGANCKIE.
Jeśli chodzi o Świetlickiego, cóż, wolałabym, żeby nie skończyło się to, jak w starym dowcipie "Kowalski obraził się na prasę, prasa przygniotła mu dwa palce", ale to rzecz jasna tylko moje zdanie, które swobodnie można mieć w dupie :)

Link do artykułu Mai Staśko: http://krytykapolityczna.pl/kultura/czytaj-dalej/niepokorny-poeta-polityczny-znow-broi-zobacz-memy/


27.06.2017

wiersz miłosny


R

Streets that follow like a tedious argument
Of insidious intent
To lead you to an overwhelming question.
Oh, do not ask, „What is it?”

                                              T.S. Eliot


więc złóżmy wizytę sobie, bo nikt
inny nie czeka. zamknięto granice
i błąkamy się po obozach. uchodzimy
z teraźniejszości nie wiadomo dokąd

i dlaczego akurat w słońcu czerwca,
palącym jak kaflowy piec. gdy nie sposób
ukryć twarzy przed żarem, lgniemy
jak w zimowe wieczory, by zapamiętać

ciepło i zapomnieć resztę. świat,
w którym kto pierwszy powie "kocham",
ten przegrywa i nie przyjmą go niczyje
ramiona. rzucamy monetą o miejsce.

25.06.2017

atawizm


babcia stwierdziłaby, że "poczuła wolę bożą"
co zamyka temat, bo nadal trochę wstyd
przyznać, że pragnie i żadnego boga
w tym nie ma. są tylko coraz mniej jędrne

piersi i pośladki. i uda, które pracowicie
ćwiczy przez kilkanaście kilometrów
dziennie. porno nie działa. zbyt idealne
i uległe dziewczyny łykają wszystko,

co się im wciska. wiedzą, że chodzi jedynie
o lizanie lodów przez wystawową szybę i boga
w tym nie ma. są tylko endorfiny, kilometry
i pot na coraz bardziej umięśnionych udach.

23.06.2017

koncyliacja


moja zdolność do tańca w rytm
pięknych katastrof jest już
mocno nadwyrężona

                       Rafał Borowski

przyłapuje się na tym, że zanim napełni
szklankę, przykłada do ucha jak muszlę
i czeka na szum. wtedy może usłyszeć
dosłownie wszystko i nic z tego,

czego by nie chciała, bo jest pewna
tylko tego, czego nie chce i potrafi
to wyliczyć jednym tchem jak litanię
albo listę zakupów. tym razem słyszy

i powtarza nieznane słowa, uczy się
na pamięć nowego języka. taka piękna
kata strofa, bo nie da się uciec
od znaczeń i rozbierania na czynniki

pierwsze, drugie, szklanka wytrzyma
nawet krzyki i trzepot obcych w brzuchu.
już wie, jak to jest, gdy wszystko,
co napisała do teraz, traci znaczenie.



19.06.2017

wściekłe psy


I

po dziadku ma skrzynkę na stare tajemnice,
z intarsjowanego drewna. to słowo poznała
niedawno, tajemnice - kilka lat wcześniej:
pierścionek babci, fotografie, a na dnie

to wszystko, czego nie wolno odkryć,
by móc pamiętać twarz tak znajomą, tak
obcą. na wieku ma różę. wyrzuciła
tylko klucz, po latach wyłamała zamek.


II

w dni, w które ojciec bardziej kochał wódkę,
szedł na czwartą zmianę i długo nie wracał,
w kucki, pod biblioteczką czytała pierwszą
z brzegu, wyrwaną przemocą. już nie pamięta

co, tylko gdzie i jak. w dni, w które ojciec
wracał, ukryta za półkami otwierała okno
i zamykała drzwi, by móc pamiętać twarz,
nie tylko obcą woń znienawidzonej kochanki.


III

dorosła, ma córkę i wierzy, że przekazała
jej coś więcej, niż strach, coś więcej niż
niechciane tajemnice i obcą woń. okaleczona
skrzynka na komodzie czeka na swoją kolej.


kiedy się kocha, szepcze urywane słowa
albo krzyczy, jakby nie mogła wytrzymać.


trzy wiersze na czerwiec


Pogróżka - GOTTFRIED BENN

Wiedz bowiem:
Żyłem jak zwierzę. Byłem godziną na wodzie.
Wieczór usypiał moje światło jak las i niebo.
Moja młodość niewiele poznała słów.
Jak pięknie spocząć w twojej krwi.



Czemum się w nocy śmiał - JOHN KEATS

Czemum się w nocy śmiał? Głos niczyj nie odpowie.
Ni z Nieba, ni też z Piekła ozwać się nie raczy
Bóg żaden, żaden demon o surowej mowie.
Ludzkiego serca swego zapytam się raczej.

Serce! Oto nas smutnych, samotnych tu dwoje:
Czemu się śmiałem - powiedz! Śmiertelne katusze,
Ciemności - ty! Czyż nigdy jęku nie ukoję,
Wciąż darmoż Nieba, Piekła, Serca pytać muszę.

Dlaczegom śmiał się? Chwile bytu mam zliczone,
A wyobraźnią wszelkie w nim wyczuwam czary,
Chcę zaś w tę północ już na tamtą odejść stronę.
Chcę w strzępach ujrzeć świetne ziemi tej sztandary.
Poezja, Sława, Piękno - wielkie moce świata,
Lecz większa - Śmierć, za życie wysoka zapłata.


przełożył Gustaw Wolff



Prześnione dni - DEREK MAHON

"Kiedy przystajesz, żeby rozważyć
Dni spędzone na marzeniu o przyszłości
I powiadasz: to było moje życie..."

Bo dni są długie -
Od pierwszej furgonetki z mlekiem
Do ostatniego krzyku w nocy,
Wieczność. Lecz tygodnie przemykają
Jak ptaki, a lata. lata
Przefruwają wbrew kierunkowi zegara
Jak wskazówki w barowym lustrze.

przełożył Piotr Sommer




18.06.2017

lady forehand



dla M

unia zniosła roaming. odbijamy słowa,
jak piłeczki na korcie. od lat nic
się nie zmienia: ja starannie wybieram
ty - cykasz. w londyńskim metrze

przystanki zapowiada Ozzy, a nas nigdy
nikt nie musiał zapowiadać. jak gromu
z cholernie niejasnego nieba, bez pomocy
spadaliśmy na łeb, na szyję i nieszczęście

wszystkich wokół. możemy bez ograniczeń
do stu sześćdziesięciu znaków i kulejącego
skype'a, a wciąż wystarczają dwa słowa,
because after all there's only just the two of us*


* Ozzy Osbourne "Dreamer"

17.06.2017

dla miłośników dokarmiania rybą


a gdybym był literą, językiem? nie spałbym nigdy

                                                            Grzegorz Łączyk


jest poranek, dzień drugi. wyglądają,
jakby ktoś ich rozdarł, byle jak posklejał
i zostawił na granicy. choć tak naprawdę
to jedno, wielkie miasto i nie ma żadnych

granic poza hotelowym oknem. więc wyglądają,
gasząc niedopałki w plastikowym kubku. wróć.
przewiń taśmę i zacznij od początku. jest
poranek. dzień drugi i tylko prześcieradło

tak gładkie, jak nowa kartka z ryzy.


16.06.2017

Cigarettes instead of...


I

dzisiaj pali jednego po drugim
na stojąco, przy łazienkowym oknie
tylko wtedy nie myśli o ciele,
które próbuje się z niej wydostać,

jakby miało jakieś prawa. dzisiaj
nikt jej nie dotyka, więc pali.
obraz kobiety w okiennej ramie
i podkoszulku, na tle zniszczonych płytek.

za oknem dziewczynka bawi się w mamę,
odwraca wózek bokiem, kładzie na kole
lalkę, zaczyna kręcić coraz szybciej,
mówi: widzisz? jesteś tylko dzieckiem.

II

bo są takie dni, kiedy papieros
w ustach jest lepszy od fiuta.
zdecydowanie lepszy, gdy atakuje
weltschmerz albo niskie ciśnienie,

bo wtedy kleją się tylko oczy,
a cała reszta zamknięta w pudełku
z napisem body wbrew pozorom
nie śpi. czeka na właściwy moment.


14.06.2017

Friedhof der Namenlosen



I

pierwszy raz wziął mnie w pralni,
w oparach bielizny pościelowej.
nie bolało, oddzieliłam się
od ciała i czekałam aż zniknie

ten dziwny posmak w ustach, czysta
przyjemność, wmawiana jak dziecko
w brzuch. nie bolało, oddzielona
od siebie patrzyłam jak wyrasta,

pnie się w górę. jelito, zgaga, dwie kreski
na teście. matka ziemia budziła się
z krzykiem, z krwią wydalałam kolejne
tkanki i tylko nie wiem skąd ta ciemność?

dlaczego nie widzę, nie słyszę, dlaczego
tak łagodnie opadam w nicość?
drugi raz, trzeci i czwarty
wziął mnie. przestałam pamiętać.

II

kochałem go. miłością, jak odrywanym
powoli plastrem, gdy nie wiesz czy ból
jest nadal tylko bólem, czy sprawia
przyjemność? włos po włosku, czerwone plamy,

ślad po tatuażu łagodzony językiem. kochałem
wbrew woli i prawu, wbrew nauce i ojcu.
to mężczyzna buduje, sadzi i płodzi. to jest
jak sen, z którego się budzisz i wstajesz

i widzisz rzeczy takimi, jakimi są. kochałem
rozpaczliwie łapiąc powietrze, wchodząc łagodnie
do tej dobrej nocy, a woda powoli zamykała
usta. jeszcze jeden haust, jedno uderzenie

o żebra. błogosławieństwem i klątwą.

III

to było szóste, wypchnięte w łazience.
za głośno płakało, sąsiedzi
mogliby donieść, a potem? policja
i opieka społeczna, dom dziecka i choroba

sieroca. tak lepiej i szybciej. takie to
małe, że jeszcze nie rozumie, nie wie,
że już jest, że być albo nie być
zależy od determinacji i nacisku

dłoni. takie to małe, że jakby właściwie
nie istniało, więc o co ten hałas?
te marsze i protesty? prości ludzie
prosto załatwiają sprawy. worek,

rzeka, cisza. rozpacz i żal. komu to
potrzebne?


inspiriert von Jonathan Carroll, Paulina Korzeniewska und Dylan Thomas, danke sehr.


GRAŁA W NAS GRA - antologia


Tytuł tej książki zaczerpnąłem z puenty wiersza Radosława Jurczaka „Ta sama elegia napisana trzy razy”, w kategoriach pożegnania z naiwną młodością, nadzieją, marzeniami – czyniąc z antologii, mam nadzieję, interesujący przegląd młodoliterackiego gniewu. Znajdziemy tu krytykę ustroju, politycznych tendencji, a także niepokój o najbliższą przyszłość, strach przed globalną wojną, która przecież nadejdzie, lecz nie wiadomo do końca kiedy. Znajdziemy tutaj wreszcie różne odcienie bezradności, wyjściem z której jest przelewanie wszystkiego na papier, bo jak głosi znane powiedzenie – papier przyjmie wszystko. Stąd nie brak wśród wielu znakomitych wierszy naprawdę odważnych tekstów, wynikających z chęci przesunięcia kolejnej granicy. Za którą: no właśnie? Niech każdy czytelnik odpowie sobie sam na to pytanie.

Rafał Różewicz



Do pobrania TUTAJ

Grała w nas gra. Antologia wierszy ludzi przełomowych pod redakcją Rafała Różewicza.
Copyright © by 2Miesięcznik.Pismo ludzi przełomowych, 2017
Copyright © by Fundacja Kultury Akademickiej, 2017
Redakcja: Rafał Różewicz
Projekt okładki: Radek Szczygieł
Skład: Maciej Mikulewicz, Składacz – pracownia DTP i usług redakcyjnych
Wydawnictwo eFKA Fundacja na Rzecz Kultury Akademickiej
ul. Przepiórcza 19/8 60-162 Poznań
e-mail: kontakt@fundacja-fka.pl
www.fundacja-fka.pl
ISBN: 978-83-942155-7-6

12.06.2017

port


poetry makes nothing happen nieważne co napiszę,
jakich słów użyję, by wreszcie przerwać ciszę,
której nie chcę lecz ona wciąż chce mnie na własność.
miejmy jasność - wciąż żyję na krawędzi, z boku,
w tym tłoku, gdzie się lęgną nienawistne frazy.
ile razy jeszcze pat lub poddana partia?

wciąż mnie martwi pustka słów, tak ciężkich jak głazy.
tłumię w sobie nienawiść, z uśmiechem na twarzy
gram rolę, mam kontrolę, czasem zapominam,
że gdzie skutek, tam przecież musi być przyczyna.
ta dziewczyna to ja, chociaż jej nie pamiętam,
dać się spętać, okiełznać, konsekwentnie ominąć

siebie wzrokiem? jest łatwiej, tak po prostu zginąć
w tłumie, niż się zmierzyć ze swoim odbiciem.
ile trzeba się szarpać i jak długo krzyczeć
żeby być usłyszaną? gdy co rano czuję,
że połowa drogi już jest za mną. ta marność,
nicość i zawiłość. ta miłość, durna miłość.

kursywa W.H.Auden


05.06.2017

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 55


fot. Lena Pelowska



czyli: na fali wtedy bywa najlepiej, gdy masz świadomość, że jest miejsce, do którego możesz zawinąć.


O Porcie Poetyckim w Chorzowie pisałam tutaj nie raz, nie dwa, ale po każdej wizycie na Śląsku kłębią mi w poetyckim łbie nowe refleksje, więc wytrzymajcie raz jeszcze :)
Ogromnie cenię to, że spotyka się rzesza ludzi skrajnie różnie piszących, lepiej i gorzej, ale jak zawsze festiwal daje szanse obcowania ze znakomitą poezją. 
W tym roku była to poezja Bianki Rolando, Anny Marii Wierzchuckiej, Tomasza Pietrzaka i Bogdana Prejsa, Biankę czytam i Bianki słucham od lat, ale za każdym razem spotkanie z Jej poezją to jak mocne uderzenie w splot słoneczny. Ania Wierzchucka - poetka absolutna, patrzysz i słuchasz i wszystko się zgadza, żadnych dysonansów, żadnych wątpliwości. Pierwszy raz słyszałam na żywo Tomka i Bogdana, których poezję rzecz jasna znam, o pisaniu Tomka zresztą pisałam tu i nie tylko tu wiele razy, ale możliwość wysłuchania Go wreszcie w tak zwanym realu to było wyjątkowe przeżycie, mam nadzieję, że będę miała ku temu więcej okazji i, że to jeszcze nie koniec :) Bogdan to (sorry za określenie) "stary wyjadacz", profeska, dystans, widać i słychać, że na niejednej kanapie bywał :)
Magazyn Wierszy i Hyde Park - z roku na rok słucham coraz lepszych wierszy, łowię perełki.
Dlaczego? Ponieważ Port nadal, po piętnastu edycjach każdemu daje szansę. Chcesz się podciągnąć w pisaniu, nauczyć czegoś nowego? - masz warsztaty. Chcesz się dowiedzieć jak piszą inni, jak twoje pisanie zostanie odebrane? - masz Magazyn Wierszy i Hyde Park. Cały czas wszyscy poeci są dostępni, można podejść, pogadać, poznać. Powtarzam - tu nie ma gwiazd, tu są ludzie, których wciąż jeszcze poezja obchodzi. Jednym słowem - banda wariatów :)
I oczywiście Sztalugarnia Gosi Południak, dzięki której ciągle uczę się odbierać sztuki plastyczne. W tym roku miałam okazję zobaczyć dwie wystawy : cudownej Basi Trzybulskiej, która sprawia, że słowa stają się kształtami, dzięki czemu można ich po prostu dotknąć i Ewy Kantorczyk, której twórczości nie znałam, więc po raz kolejny dowiedziałam się czegoś nowego o sobie i o świecie :)
Na koniec już tak zupełnie prywatnie: za każdym razem, gdy docieram do Sztygarki czuję, że trafiam we właściwe miejsce, że to miejsce jest także trochę "moje", a to wszystko dzięki atmosferze, którą stworzyli Basia i Jacek Dudek, Dzięki atmosferze, którą tworzą przybywający tam ludzie. dzięki temu, że mogę spotkać przyjaciół i znajomych, z którymi na co dzień dzielą mnie kilometry, brak czasu, słowem - życie. W obliczu tego nie straszne nam nawet pomarańczowe krzesłostwory oraz kanapa-rosiczka, szczególnie zorientowana na pożarcie poetek w kieckach, na której od lat trenuję siedzenie, a notorycznie zapominam, że trzeba również umieć wstać :)
Słowem: gdzie by mnie prąd nie poniósł, jak daleko bym nie zadryfowała, to dopóki jest Port wiem, że mam dokąd zawinąć moją (coraz bardziej rozklekotaną) łódką.
Dziękuję za tę możliwość. 





bo zawsze pierwsze marzną mi dłonie


Jedna z moich ulubionych polskich wokalistek zaśpiewała wiersz z mojej debiutanckiej książki.
Jest pięknie.
Joasiu - bardzo dziękuję.
Ogromne dzięki dla Romka za muzykę.





Kwartalnik Literacko - Artystyczny "AFRONT" nr 1


Ostatnio mam szczęście do publikacji w ciekawych miejscach, a tym razem okazuje się, że dodatkowo znalazłam się w tak doborowym towarzystwie, że tylko pozazdrościć.
Polecam łaskawej uwadze Państwa :)


W numerze:

POEZJA - Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, Roman Honet, Marek K.E. Baczewski, Łukasz Jarosz, Maciej Melecki, Magdalena Gałkowska, Konrad Wojtyła, Piotr Gajda, Radosław Wiśniewski, Bogdan Prejs, Agnieszka Cebo, Robert "Robur" Feszak, Rafał Gawin;

PROZA i inne - Andrzej Muszyński, Zbigniew Masternak, Maciej Melecki, Robert Rutkowski, Joanna Skwarek, Mirosław G. Majewski, Jarosław Nowosad, Karina Stempel, Olgerd Dziechciarz, Iwona Młodawska-Waterson, Marcin Bałczewski, Kamil Pietrzyk, Ireneusz Cieślik, Małgorzata Południak;

WYWIAD: Wiktor Zborowski, Martyna Flemming, Anna Kaszuba-Dębska.

Projekt okładki: Paweł Garwol.


19.05.2017

Polska/na żądanie


Romce

sezon pisania magisterek i pielęgnacji
doniczkowych, tych do niczego
poza oglądaniem. przyda się jeszcze
odrobina wiedzy o tym, że trudno

jeździć rowerem z otwartą parasolką,
choć ten cyrk jest nasz, po obwodzie
krążymy jak elektrony, za sceną chór
dzieci z in vitro śpiewa "odę do radości".

sezon pielęgnacji magisterek i pisania
do niczego, do nikogo. samych siebie
nie poznamy mijając wciąż te same
przystanki po obwodzie, chór za sceną.


12.05.2017

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 54


czyli o tym,  jak to jest być poetką wykluczoną.

Otrzymałam dziś maila z programem tegorocznego Festiwalu Poznań Poetów i prośbą o "udostępnienie gdzie się da". Niestety w tym roku z czystym sumieniem nie mogę i nie chcę udostępniać, ani gdzie się da, ani gdzie się nie da, z tej prostej przyczyny, że poetki - jak zwykle zresztą - są niedoreprezentowane, ale nade wszystko dlatego, że nie pochwalam promowania poetyckich seksistów, z kulturą na poziomie taboretu kuchennego. Mail ten natchnął mnie jednak, by zabrać głos w sprawie wykluczenia.
Dla odmiany nie będę podawać statystyk, bo to już niejednokrotnie robiły moje znakomite koleżanki, po prostu przedstawię zestaw cech niezbędnych, by poetką wykluczoną zostać:
1) przede wszystkim trzeba być poetką, ponieważ jak powszechnie wiadomo poeci piszą lepiej i ciekawiej, bo co niby odkrywczego, nowatorskiego i interesującego może napisać baba?
2) trzeba zadebiutować po trzydziestce, kiedy nie jest się już "gorącym towarem", podlegającym pod kategorię "ruchałbym", "nie ruchałbym", najlepiej wygrywając ogólnopolski konkurs poetycki na debiut, a jeszcze lepiej, gdy się wtedy zbierze niewąski łomot od oburzonego tak zwanego środowiska, bo jak to możliwe, że jakieś babsko znikąd nagle odstawia peleton bardziej obytych kolegów i koleżanek?
3) trzeba mieć dystans do tak zwanego środowiska i odrobinę godności osobistej, co skutkuje naturalną niechęcią do wchodzenia komukolwiek w dupę, oraz do okolicznościowego dawania tejże, niezależnie od prognozowanych/obiecanych/wydumanych profitów za świadczenie jasno określonych usług - nazwijmy je roboczo - pozamerytorycznych.
4) trzeba mówić i robić swoje, niezależnie od aktualnych "trendów" oraz nie należeć do żadnej koterii, nie brać udziału w powszechnych i zakulisowych rozgrywkach personalnych czyt. "rąbaniu dupska".
5) trzeba być inteligentną, oczytaną, pracującą nad własnym rozwojem i świadomą swojego potencjału kobietą, która nie da się zakrzyczeć i sprowadzić do roli "damy dworu" kolegów po piórze. słowem: trzeba stanowić konkurencję.

Drogie Panie, jeżeli reprezentujecie ten typ, to wykluczenie macie jak banku :)
Pisząc o wykluczeniu mam na myśli oczywiście tzw. mainstream. Prawie nikt Was nie zaprosi na żaden festiwal, nie zorganizuje Wam spotkania autorskiego, nie poprosi do żadnego jury, niezależnie od tego ile nagród otrzymała Wasza poezja. Dlaczego? Ponieważ w 89% o wszystkim decydują panowie. Możecie liczyć jedynie na piszące koleżanki.
Jak to jest być poetką wykluczoną? Z jednej strony jest się wkurwioną, widząc, że wcale nie lepiej (a często nawet gorzej) piszący poeci są namaszczani przez kolejnych prezesów/dyrektorów/organizatorów, że o tych wcale i niekoniecznie wybitnych książkach kolegów po piórze mówi się głośniej i więcej. Z drugiej strony ma się tzw. święty spokój, wynikający z faktu, że nie trzeba trzymać niczyjej "strony", można pisać i mówić to, co się naprawdę myśli bez obawy o to, że jak powiem coś nie tak, to mnie nie wydrukują/nie wydadzą/nie zaproszą.
Czy się skarżę? trochę tak, a trochę nie. Skarżę się, bo wiele znakomicie piszących poetek nie ma szans się przebić przez kordon doskonale (bądź co bądź) zorganizowanych kolegów. Wspomnę tu choćby Genowefę Jakubowską - Fijałkowską, Mirosławę Szychowiak, Dominikę Kaszubę. Nie skarżę się, ponieważ mam to szczęście, że mam stałe i sprawdzone grono czytelników, które - ku mojemu zaskoczeniu i radości - się powiększa; mam to szczęście, że na swojej poetyckiej drodze spotkałam świetnych ludzi, którzy uwierzyli we mnie i moje pisanie, za co zawsze będę im wdzięczna i paradoksalnie dostrzegli mnie poeci: Mariusz Grzebalski, Edward Pasewicz, Marek Kołodziejski i Piotr Kuśmirek. Tłumaczyli, opieprzali, poświęcali swój czas, by mordować się z moimi tekstami. Panowie - dziękuję.
Swego czasu dowiedziałam się, że przyjaźń ze mną może być dla debiutantów "niewskazana" oraz "niewygodna" gdyż mam niewyparzoną gębę, nigdy nie wiadomo z czym wyskoczę i nie można mnie trzymać na smyczy. Mam tylko nadzieję, że nikt nie ucierpiał przez znajomość ze mną, a jeśli tak, to jednak nie przeproszę, choć być może powinnam :)
Na koniec jeszcze jedna konstatacja: pomagałam przy redagowaniu niejednego tomu wierszy kolegów po piórze, jakiekolwiek "dziękuję" usłyszałam jedynie od dwóch, którzy umieścili moje nazwisko w tomie, albo podziękowali mi publicznie. Od razu wyjaśniam, że nie robiłam tego dla odebrania podziękowań, ale dlatego, że wierzyłam w ich pisanie, jednak zostałam tak wychowana, że jeśli ktoś mi pomaga, to należy mu podziękować i tego się zawsze trzymam. Sęk w tym, że jestem kobietą, a znakomita większość kolegów poetów nigdy się nie przyzna, że redakcję tomu robiła im baba. Z tej sytuacji tez wyciągnęłam wniosek: więcej nie będę tracić czasu dla tych, którzy tego nie docenią.
Moim niektórym znajomym może się wydawać, że mi "odwaliło na starość", że mam "syndrom niedopchnięcia" plus jeszcze inne teorie "z dupy". Rozczaruję was: nic z tych rzeczy, stolec w normie, fizjologia działa na pięć z plusem, ja tylko przejrzałam na oczy :)
Dla tych, co się szykują, by zatańczyć na moim poetyckim grobie mam złą wiadomość: jeszcze z wami nie skończyłam i cytując jedną z fantastycznych polskich poetek "jeszcze się tu pokręcę" :)
A chamstwo drogie dziewczyny "należy zwalczać kulturom i godnościom osobistom"
Howgh!


22.03.2017

trzy wiersze na wiosnę


No chance - ELŻBIETA LIPIŃSKA

Chmura usiadła mi na twarzy,
udaje, że nie jest snem,
a ja udaję, że biorę to za dobrą monetę,
choć to zwykła, nic nie warta blaszka.
A przecież ma rację Yoko,
a dream you dream alone is only a dream.

Jesteśmy z tego samego materiału co nasze sny.
Więc witaj, chmuro dnia, wytarta blaszko,
z trudem odbijająca słońce. Witaj we śnie,
który nie może się obudzić.

z tomu "Na końcu języka" Mamiko Nowa Ruda 2013



Odwilż - DARIUSZ SUSKA

Przyszło na świat czyste i teraz się brudzi
na dachach blaszaków jeszcze jest ten śnieg

Pierwszy jasny świetlny, który nie zna godzin

Z łzy dobrego boga, który tu jest snem
przyszła na świat czysta i teraz się brudzi

Pierwsza jasna świetlna, która nie zna ludzi

z tomu "Duchy dni" Biuro Literackie Wrocław 2012



Cicho w domu - ANNA WIESER


Z koszul wychodzą jeże
Nikt nie chce ich dotykać więc rzucają się pod kolejki
Sznury jeży są jak korki w Kalifornii
Parzą się gotują i zlewają w ciszę
każdy głos może być wzięty za znak
albo co gorsza użyty

Siedzę plecami do liter
Naprzeciw mnie na linie pies tańczy piruety słów
Tłumaczy nas sobie w języku
wzruszająco wywalonym na wierzch
Boże jak dobrze, że mamy psa

z tomu "Delta wsteczna"WBPiCAK Poznań 2009


17.03.2017

TELEFON DO POETY - 21.03.2017 godz. 18:00 Nowy Tomyśl



ZAPRASZAM  :)

61. SZAFA JUŻ W SIECI



POEZJA

Lucyna Brzozowska, Karol Ketzer, Justyna Koronkiewicz,
Robert Konca, Damian Kowal, Agnieszka Moroz, Katarzyna Zwolska-Płusa

PROZA

Magda Harmon, Agnieszka Jeżyk, Wiktor Orzeł, Beata Zdziarska,
Agnieszka Wiktorowska-Chmielewska

FOTOGRAFIA-GRAFIKA-MALARSTWO

Maurizio L'Altrella, Michał Liszka, Alvarenga Marques, Tomasz Rozenberg,
Elenashirin Ferrario-Scacchi, Justyna Warwas

sZAFa Presents

Leszek Rózga - Ciało i duch
Jakub Sajkowski - O twórczości Yu Hua na przykładzie jego powieści i eseistyki
Maja Staśko - Otua. Autoterapeutyczność a autotematyczność
wokół Szklanych ust Lecha Majewskiego (VII)

ESEJE-FELIETONY-RELACJE

Paweł Dąbrowski - Burze teatralne * Ewa i jej papierowi kochankowie
Ewa Frączek - Rechot w teatrze
Leszek Jodliński - Cmentarz zapomnianych książek. Kartka z Lyonu
Klaudia Raczek - Dlaczego przestałam chodzić na prezentacje książek.
Spotkania autorskie jako narzędzie marketingu

TEATR-FILM

Leszek Jodliński - (Nie)szczęście świata
Natalia Kołaczek - Szwedzka teoria miłości, filmowa teoria szwedzkości.
Agnieszka Moroz - Rodzina jako zbiór pusty

RECENZJE

Paweł Dąbrowski - Autorefleksje z tomu do podróży. Justyna Bargielska, Selfie na tle rzepaku * Z dnia na dzień. Wiktor Orzeł, I tak dalej  * W pomrokach tożsamości. Julia Szychowiak, Naraz * Wrażliwy meeting z polityką. Dawid Mateusz, Stacja wieży ciśnień
Ewa Frączek - O trzech płytach i trzech poetach
Magda Gałkowska - Niebo jest najczystszym wierszem.
Damian Kowal Najmniejsze przeboje z Tristan da Cunha
Justyna Kasperek - Wiersz jako pośrednik. Kacper Bartczak -  Wiersze organiczne
Karol Maliszewski - Mowa obok jego mowy. Kilka zdań o interesującym debiucie. Daniel Fernandes da Fonseca, Ozory
Paulina Mikołajczyk - Grzegorz Bogdał, Floryda
Daria Nowicka - Wieloskrzydłe Motyle Nelly Sachs. Wokół Rozżaarzonych zagadek
Małgorzata Południak - Wiersze pierwsze i drugie. Karol Ketzer, Pięszczoty
Aleksandra Urbańczyk - Każdy ma swój Patusan… Joseph Conrad Lord Jim * Spotkanie z diabłem ryfejskim – czyli książka, która zajęła pierwsze miejsce w Konkursie Literackim „Z Biblioteki Ducha Gór”. Magdalena Woźniak Gniazdo żmij. Rzecz o laborantach z Karkonoszy
Marcin Włodarski - Czarne granice. Marcin Kydryński - Biel Notatki z Afryki
Małgorzata Zakrzewska - I nie wróciłeś... Marceline Loridan-Ivens

CZYTANIA

Sławomir Hornik - Zapamiętaj: jestem jedyny. (T. Majeran, Lekcja 1)


ZAPRASZAMY tutaj: http://szafa.kwartalnik.eu/61/spis.html


17.02.2017

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 53



czyli : czarna dupa, smog i baca

Rwetes się zrobił po raz kolejny, bo MKiDN obcięło dotacje dla czasopism. Nietrudno się domyślić, że pod nóż poszły również literackie i rozgorzała dyskusja. Smutna prawda jest taka, że jako tak zwani literaci w tak zwanej czarnej dupie jesteśmy od dawna, a z ową dupą jest jak ze smogiem - zawsze w niej byliśmy, a zachowujemy się, jakby dopiero teraz to do nas dotarło.
Mądrzejsi ode mnie i głębiej siedzący w temacie, na przykład Radek Wiśniewski już sensownie na ten temat napisali, więc nie będę powielać. Jeszcze rok temu byłam oburzona i zdruzgotana, że nóż, że dobra zmiana, że nam usta zamykają itd itp, Jeszcze rok temu wierzyłam, że poezja jest dla kogoś, poza tymi, którzy ją piszą. Rok to spory kawał czasu, człowiek przestaje mieć złudzenia. Piszemy z różnych powodów, ja dlatego, że to mój wentyl i sposób komunikacji ze światem.To, co chcę powiedzieć, zwykle mówię w wierszach, Dlatego mnie osobiście poezja jest potrzebna. Podobnie każdemu poecie i poetce. Pytanie brzmi: komu jest potrzebna poza nami? Może jakiejś garstce nawiedzonych wrażliwców, albo spryciarzom do wyrywania panienek "na wrażliwca".  Wracając do czasopism, niestety ostatnimi czasy w tych, czytanych przeze mnie pojawiały się te same nazwiska, omówienia tych samych książek i nic nowego, nic świeżego, odnosiłam wrażenie, że redaktorzy boją się zaryzykować, a przecież tylu jest naprawdę niezłych, dobrych i czasem nawet świetnych debiutantów. Czytając prasę literacką odnosiło się wrażenie,. że na przestrzeni ostatnich kilku lat zadebiutowało góra pięć osób. Zastanawiam się po jaką w takim razie cholerę mają dostawać hajs na ten przykład trzy czasopisma literackie, w których będzie dokładnie to samo, tyle, że w innej kolejności? Na marginesie już podniosę kwestię, że owe trzy czasopisma czytałaby i tak tylko garstka osób, albo i nawet tyle nie. Jak wiemy rzadko zdarza się, że płacą nam na spotkania autorskie, choć zasadniczo wykonujemy pracę i na logikę powinniśmy być opłacani. Na logikę, bo tymczasem sprawa wygląda tak, ze jak chcesz się znaleźć w antologii to musisz zapłacić dwie stówy.
Dziś każdy może być poetą, więc mamy zalew grafomanii, a jak wiadomo każdy grafoman ma ambicję i ego, a jak jeszcze ma hajs, to jego na wierzchu. Chciałam zapytać kto i gdzie ma weryfikować jakość, skoro marnie, albo wcale nie opłacani krytycy piszą tam, gdzie im zapłacą, o książkach, o których jest "głośno", gdyż to się sprzeda? Pomijam już fakt, że rynek wydawniczy jest taki, ze ci krytycy często nie wiedzą, że jakieś książki w ogóle się ukazały, ponieważ dziś poeta sam się musi wypromować. Niech się w ogóle cieszy, ze ktoś mu wydał i resztą zajmie się sam. Czy ja narzekam? Nie. Jako trzecioligowa poetka uważam, że mam całkiem dobry odbiór mojej twórczości. Na cuda nie liczę, swoje miejsce znam i mi z tym dobrze, bo już mi się nie chce pchać. bo mnie może rozpuścił nieco fakt, że mam grono czytelników, których szanuję nade wszystko, a czasem pojawia się nawet jakiś nowy, co mnie cieszy. Może ochłońmy i zastanówmy się, czy fakt, że banda przygłupów (bo nie oszukujmy się, w MKiDN chyba nie ma nikogo mądrego) zakręciła kurek nie powinien nam dać do myślenia o tym, że jeżeli chcemy coś zmienić, to powinniśmy przestać mówić, że chcemy, tylko to po prostu zrobić. Jak? To druga kwestia warta zastanowienia. Czas spojrzeć prawdzie w oczy, U nas nie będzie tak, jak na Ukrainie, na spotkania z nami nie będą walić tłumy, bo tłumy pójdą na Greya i nocną wyprzedaż w Media Markt. A tak już poza wszystkim, to nie ma w nas solidarności, nie wspieramy się, wręcz przeciwnie. Każdy orze, jak może. Tu komuś nóżkę podstawi, w kuluarach dupsko mu zrąbie, ploteczki rozpuści. Tu maleńkie omijanie regulaminów na konkursach, potrójne tożsamości, bo tu już nawet nie chodzi o prestiż tylko o hajs kochani. Minęły czasy, gdy ogłoszenie nominacji do Bierezina wzbudzało emocje, rozkminy kto się kryje pod jakim godłem, gdy trzymało się kciuki za tego, czy tamtego. Minęły czasy, w których ludziom chciało się twórczo nie zgadzać, toczyły się zażarte dyskusje, a co bardziej krewki delikwent dał adwersarzowi po pysku. Jesteśmy w czarnej dupie, bo sami ją sobie zorganizowaliśmy. Konsekwentnie, z uporem maniaka piłujemy gałąź, na której siedzimy.
Nawiązując do dzisiejszego święta: Baco! Kota się nie pierze! Pieze się pieze ino nie wyżyma!

14.02.2017

wiersz na Walentynki


Kim jest ta dziwna nieznajoma? - RAFAŁ RÓŻEWICZ


Nie chcę Lwowa, nie chcę Wilna, tylko ciebie
w ustalonych granicach. Mimo że nie jestem rekinem
biznesu (czytaj: nie mam fory ani forsy) pływającym pod banderą
zachodnich korporacji - nowych dopisków w spisie

Międzynarodówek, oddzielonych grubą kreską przez rząd-
owe agencje PR - wysyłam ci oczko jak dyplomatyczną notę
i dzielę się buchem z zamykanej książki (trójkąt na drzwiach kibla
nie jest żadną trójcą), gdzie nagle się udaję, zrywając

nasze stosunki przerywane ruchem głowy, demontażem
wzroku - tak buduje się tarczę, co przechwytuje
szanse na osiągnięcie celu, jakim byłaś nawet z tym siniakiem,
co wydał się zdjęciem wcale nie z wakacji, więc gdy wracam na miejsce

by zobaczyć, że miejscu użyczyłaś pamięci o sobie i lekkiego
wgniecenia (jest jak upamiętniająca tabliczka), zamawiam
(bo co mogę zrobić) colę z lodem, by toczyły ze sobą zimną wojnę;
w szklance prawie jak w telewizji na co dzień (a naszą wojnę

przegrałem wraz z twoją ofensywą, szybko przełamałaś linię
obrony drzwi wejściowych). Gdzie teraz jesteś? Gdzie
zakładasz nogę na nogę? Ruchem tym wybijając godzinę "W",
co jest drogą do powstania, które pewnie gdzieś już jest tłumione

przez inne spodnie innego członka rodziny czasu i miejsca
(granice są po to, byś wiedziała, że się je przekracza).
Choć jestem zbyt leniwy, by dla ciebie sforsować Odrę.
Więc piszę wiersz, może jemu uda się kiedyś zagadać.


z tomu "Państwo przodem" Fundacja Duży Format Warszawa 2016



30.01.2017

KONKURS IM. KLEMENSA JANICKIEGO do 15.03.2017






Centrum Kultury ZAMEK w Poznaniu zaprasza do udziału w nowej edycji Konkursu poetyckiego im. Klemensa Janickiego. Termin nadsyłania utworów upływa 15 marca 2017. Rozstrzygnięcie konkursu nastąpi podczas festiwalu Poznań Poetów (15-20 maja 2017).


Jury: Krzysztof Hoffmann (przewodniczący), Mariusz Grzebalski, Jolanta Nawrot (laureatka poprzedniej edycji konkursu) oraz Janusz Rudnicki

Zasady: 
Uczestnik konkursu nadsyła zestaw oryginalnych wierszy własnego autorstwa o objętości ok. 2-3 arkuszy wydawniczych /40-60 str./, które nie były dotąd publikowane w prasie i almanachach. 
Zestaw wierszy musi być zaopatrzony w godło oraz osobny plik lub zamkniętą kopertę z danymi personalnymi autora. Prosimy o nadsyłanie czterech kopii każdego zestawu w przypadku wersji papierowej. Uczestnik nie musi być debiutantem. Limit wieku autora – 35 lat. 
Główną nagrodą jest publikacja zwycięskiego zestawu w postaci książki. Organizator zastrzega sobie prawo zgłaszania sugestii redakcyjnych, zmniejszania lub rozszerzania zawartości tomu w stosunku do propozycji wstępnej, a także – w ostateczności – nieprzyznania nagrody głównej i zastąpienia jej publikacją o charakterze zbiorowym lub wyróżnieniami o charakterze finansowym, równowartymi – łącznie – kosztom publikacji książkowej lub nieprzyznania nagród. Rozstrzygnięcie konkursu i ogłoszenie wyników nastąpi na specjalnym wieczorze poetyckim podczas festiwalu „Poznań Poetów” (15-20 maja 2017).

Zestawy wierszy w wersji elektronicznej lub w 4 egzemplarzach w wersji papierowej prosimy nadsyłać najpóźniej do dnia 15 marca 2017 roku na adres:

literatura@ckzamek.pl 
lub 
Centrum Kultury ZAMEK, ul. Św. Marcin 80/82; 61-809 POZNAŃ, z dopiskiem Konkurs Poetycki im. Klemensa Janickiego.






23.01.2017

trzy wiersze na nowy rok


Swetry - LAURIE ANDERSON

(dla Jean - Luca Godarda)

Nie kocham już twoich ust.
Nie kocham już twoich oczu.

Nie kocham już twoich oczu.
Nie kocham już barwy twoich swetrów.

Nie kocham już barwy twoich swetrów.
Nie kocham długopisu i nie kocham ołówka w twej dłoni.
Już nie kocham
.
Twoich ust
Twoich oczu
Sposobu
w jaki trzymasz
długopisy i ołów-
ki.
Już nie ko-
cham.

tłum. Julia Fiedorczuk "Język przyszłości" Biuro Literackie Wrocław 2012


Wyjście ze strefy komfortu obrośniętej wewnątrz chwastami - PAULINA KORZENIEWSKA

jest 1 stycznia i kończy się miłość
z jajek wylało się wnętrze matki
nie uczą nigdy synów nabierać je na łyżkę
i ratować, łatać, przytrzymywać
osłaniać własnym ciałem
sadzić z nich śniadanie

jest 1 stycznia i kończy się miłość
to wstyd przyznać
ale nie chce mi się mówić do ciebie
chętniej zamieściłbym wielki post między nami
dodał zdjęcie dla efektu
skomentował: oddaj klucze do mojego domu

i idź
boli mnie wszystko

chcę być teraz nad brudną, ospałą rzeką
odcinać kupony


"Pogodna biel dobrego samopoczucia" Biblioteka Arterii Łódź 2016


wiersz noworoczny - TERESA RADZIEWICZ

dokąd biegniesz po ścieżkach zielonych gałązek,
koniku na biegunach? i z kim będzie walczył żołnierzyk
wymachujący szabelką na twoim grzbiecie?

o czym śpiewacie, gwiezdne panny,
z warkoczami wydzierganymi na szydełku
zapomnianymi rękoma?

i ty, porcelanowa łódeczko,
której żagiel wypełnia nieodczuwalny wiatr,
kogo przywieziesz na ultramarynowym pokładzie?

bałwanku z przygłupim uśmiechem i zezowatym prawym okiem,
namalowany na pięciu bombkach, na każdej niby ten sam,
a przecież inny - na nic twoje oczekiwanie;

pory roku przetaczają się kołem, nie popłyniesz do morza,
a piernikowe serca z gliny nie zabiją mocniej, pękają
po cichu, opatulone pergaminem w głębokich szafach.

co roku brakuje kolejnego,
przeliczają się
co roku

"Pełno światła" Białostocka Kolekcja Filologiczna Białystok 2016


21.01.2017

love story na dwie nogi i jedną


dla Tomasza

a ty jaki masz plan na 2017? pyta pani
z reklamy klubu fitness. marzę, by mieć
jej cycki i motywację, lecz jeszcze nie
dziś zajmuje mnie dylemat, czy w grzańcu

był czekoladowy likier, czy syrop i jeszcze
to, że moje obie nogi wyglądają jak jedna
twoja, więc czyj tak naprawdę powinien być
ten plan? jestem jak Quasimodo w składzie

z pięknymi. od lat ubolewam nad zawartością
kosmetyczki: jeden cień i żadnych blasków.
ostatnio kobiecość objawiła się w dreszczu,
gdy drżącą ręką dotknąłeś mojego kolana.


inspired by Kuba Sajkowski i Dorota Surdyk


19.01.2017

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 52


pomieszanie z poplątaniem czyli rzecz o nadrabianiu zaległości.

Mam świadomość, że zalegam. Zalegam kochani w lekturze, w muzyce i w kinematografii i ostatnimi czasy rozpaczliwie staram się te zaległości nadrabiać. Wygląda to mniej więcej tak, że w weekendy nadrabiam zaległości filmowe, do poduszki mam prozę, a poezję czytam w komunikacji miejskiej, w drodze między jedną pracą, domem, drugą pracą i domem. Muzycznie idzie mi najgorzej, ale ratuję się linkami, które mi podsyłają poeta Sajkowski i niepoeta Krystkowiak (wymieniłam nazwisko, pewnie dostanę OPR). Wrzucam to wszystko na telefon i słucham permanentnie, nawet szorując łazienkę, z dezynfekcją toalety włącznie, gdyż tak, tak, poetki również wykonują tak przyziemne czynności. Zdaję sobie sprawę, że ciężko będzie nadrobić tak na oko  ze dwa lata kulturalnego zapuszczenia, bo zasadniczo człek nie wie co najsampierw i się gubi. Znajomi podpowiadają to czytać, tego nie, to oglądać, tego nie, W efekcie czytam to, co mnie mało kręci na przemian z kryminałami, w ramach odtrutki, tak, wiem - żenada, ale działa, więc się nie łamię. Filmy jadę hurtem po kolei z listy, ale nawet jak trafiam na ewidentną kichę, to przełykam i staram się doszukać jakichkolwiek pozytywów, by nie uznać 90 minut mego życia za totalnie zmarnowane. Z poezją rzecz ma się najlepiej, gdyż jakimś cudem dostaję tomiki pocztą od przecudownych poetów współczesnych, którzy (z niezrozumiałych dla mnie powodów) mnie lubią i choć czasem się muszę na bezczelnego przymówić, to i tak to nie zmniejsza mojej radochy, bo w końcu przecież mogliby olać.Więc chociaż tu jestem w miarę na bieżąco, choć z pisaniem recenzji nie zdanżaam, ale nad tym też pracuję pod skutecznym batem Szafy i Gosi Południak :)
Ponieważ jestem kobietą w permanentnym niedoczasie, postanowiłam odstawić Facebooka, który ostatnio wpędzał mnie w deprechę i wkurw na zmianę. Czas do tej pory marnowany na bezproduktywne czytanie tego, co mnie ewidentnie wkurwia i na dyskusje z różnej maści filozofami małorolnymi postanowiłam spożytkować na reanimację bloga i nadrabianie wspomnianych wyżej zaległości i kto wie, może nawet na pisanie, gdyż postawiono przede mną nie lada zadanie napisania prozy. Na pisaniu prozy znam się mniej więcej tak, jak na fizyce kwantowej, ale postanowiłam wyzwanie podjąć zwłaszcza, że proza ta ma być w ulubionym ostatnio przeze mnie temacie punktowania rodzaju męskiego. Z rodzajem męskim mam ostatnio na pieńku, więc jest rzeczą ze wszech miar prawdopodobną, że ujawnię (nieistniejący w mym przekonaniu dotąd) talent prozatorski :)
Wszystkich, na których spotkaniach autorskich miałam być, a nie byłam, bo zalegałam w korpo - przepraszam i obiecuję, że się poprawię. Wszystkim, którzy mimo mego odfejsbuczenia piszą i dzwonią przerażeni, że może nie żyję - z całego serca dziękuję, ale przyznam, że z góry wiedziałam kto zadzwoni :) Dziś usłyszałam w kawałku jakiegoś rodzimego hiphopowca tekst "prędzej podda się nadzieja, bo ja na pewno nie" i tego się będę trzymać!





13.01.2017

las maquinas de la muerte



I patrzę na ciebie sobie, zaczyna mi się spieszyć
Daj mi się w końcu jakoś pocieszyć

                                                         Kazik

I
z matką nie rozmawiam. od roku trwa embargo
na garsonki, szpilki i bieliznę korygującą
panie po czterdziestce. nadal mają prawo
do dresowych spodni i błędów w wyborach.

nie maluję paznokci, od dwudziestu lat
kocham jednego faceta, to jedyna stałość,
na jaką mnie stać, bo nic nie kosztuje
więcej, niż nie stracone złudzenia. banał

i znudzeni żonkosie z zaburzeniami erekcji
hojnie stawiają licząc na rewanż.okupują
portale i gdy mają szczęście pękają w szwach,
i z dumy, że gładko, że bez konsekwencji.

II

wiesz tato? dziś myślę, że to musiał być
Rilke, bo kto inny rozgryzłby nas i rzucił?
mam twój upór, jedyne dziedzictwo i nic więcej
nie trzeba dodawać.masz takie oczy niebieskie,

a przez moje - zielone kilku oszalało. rzuciło żony,
kochanki i teraz ma pretensje, bo od dwudziestu lat'
kocham jednego faceta, a wszystkie wiersze próbują
mnie z tym pogodzić. trwa embargo na obce ciała,


t-shirty z przeceny, tanie kanapki, wczesne lunche,
pospieszną miłość w przerwie. zgaś moje oczy,
ja cię widzieć mogę [...] a jeśli w mózg mój rzucisz
swe płomienie, ja cię na krwi mojej będę niósł.


kursywa R.M Rilke "[...] Zgaś moje oczy" tłum. M. Jastrun